Między Larą, a Matem chyba coś popsuło się jeszcze bardziej. Na początku siebie nie trawili, ale teraz to jakiś koszmar. W ogóle nie możemy dojść do porozumienia, bo jedno nie chcę się zgadzać z drugim. Lara uważa, że zmierzamy w złym kierunku. Znam ją na tyle długo, żeby jej ufać, ale w tej sprawie popieram Mata- powinniśmy dalej podążać do Buenos Aires i tutaj mamy problem: ponieważ nic nowego nie znaleźliśmy, a według wskazówek powinniśmy coś tu znaleźć.
***
Lara wstała około godzinę wcześniej niż wszyscy. Powiedziałam im, że chciała zjeść w spokoju. Siedzieliśmy razem w jadalni: średniej wielkości pomieszczeniu całym z drewna. Przez duże okna wpadało dość światła by spokojnie oświetlić w pełni to miejsce. Ławy były masywne i drewniane ustawione w rzędach poziomo do okien. Na lewej ścianie, mniej więcej po środku stał murowany z kamienia kominek. Na ścianach na wysokości ramion były misternie rzeźbione wzorki. Lara siedziała blisko kominka tyłem do wejścia ja siedziałem na przeciwko niej. Za barem stała bardzo pulchna kelnerka.
-Mówię ci Leo, tu musi coś być! Jestem tego pewna. - zaczęła,
-Ale tu nic nie ma.- skrzywiłem twarz w dość niewymowny grymas.- Powinniśmy ruszać do Buenos. To tu zawsze powtarzasz, żeby nie marnować czasu.
-Wiem, Leo wiem. Tylko co będzie jak ruszymy i to będzie zły kierunek? Za długa trasa, żeby się pomylić.- lekko posmutniała, ale na jej twarzy wciąż malowała się determinacja.
-Jesteś pewna?
-Tak. Tylko nie wiem gdzie szukać. Przeczesaliśmy już całą Virginę i nic.
-Wszystko. Musieliśmy coś pominąć.
-Może...- zawahała się prze chwilę.- Gdzie są granicę Virgini? Znaczy czy my jeszcze w niej jesteśmy.
-Hmm. - pomyślałem- Tak. Chyba tak.
-Jeśli tak jest to znaleźliśmy odpowiedź! - w tej samej chwili wpadłem na to samo co ona.
-To miejsce.
***
- Wiem gdzie szukać! - wykrzyczała Lara gdy tylko przekroczyliśmy próg pokoju.
-Co? Jak? Gdzie? - zapytali razem Venna i Mat.
-Spokojnie- powiedziałem- Tutaj ciągną się jeszcze granice Vigrini. Czyli jedyne miejsce, którego jeszcze nie przekopaliśmy to to miejsce. - uśmiechnąłem się szelmowsko.
-To zacznijmy szukać.- odezwała się Mat.
-Nie! Nie możemy tak od razu, nie możemy wzbudzać podejrzeń. - strofowała go Lara. - Trzeba to zrobić powoli, bo zwali nam się na głowę kelnerka i cały personel (jeśli w ogóle jakiś jest). Każdy osobno, albo grupą, tylko tak jakoś naturalnie. Proponuję zacząć od jadalni i tych wszystkich zdobień.
-Okay.- odpowiedzieliśmy razem.
***
Po obiedzie siedzieliśmy w jadalni i "rozmawialiśmy". Lara ukradkiem przyglądała się zdobieniom, a Venna, bo to jej specjalność miała ocenić wszystko co o nich mogła się dowiedzieć. V ma też lepszy od nas wzrok więc na obrazach lub innych dziełach sztuki umie wykryć jakieś niezależności, więc pomyśleliśmy, że ona czego poszuka. Kelnerka cały czas nas obserwowała, musimy bardziej na nią uważać. Mat poszedł zamówić jeszcze coś do picia, gdy Venna zaczęła:
-Coś mam. Trójząb. Bardo blisko kominka. Ledwo widoczny.- powiedziała niemal nie słyszalnie.
-Trójząb?- zdziwiła się Lara
-Tak.
___________________________________________________________________
Rozdziały będę dodawać co 2 tygodnie najpewniej w sobotę, czyli najbliższy około 14.06 :)
Jak myślicie co będzie dalej, co znajdą? Mam nadzieję, że się podoba :) i że was zaskoczę ;)
sobota, 31 maja 2014
piątek, 16 maja 2014
ROZDZIAŁ 3 - Lara
Virginia fajne miasto szkoda tylko, że pełne potworów. Już w samym autobusie mieliśmy problemy, a co dopiero gdy wyszliśmy na ulice. Mat jest typowym legionistom i jest on trochę uciążliwy. Nie potrafię rozgryźć tego kolesia, po co on musiał się z nami tłuc. Co do Venny, nie rozumiem czemu ona w ogóle była w szpital skoro czuję się wyśmienicie i jest w znacznie lepszej kondycji od nas. Straciliśmy w SPQR zbyt dużo czasu.
-Lara co zjesz? -zapytał Leo.
-Spaghetti i zieloną herbatę. - odśmiechnęłam się do niego.
-A proszę ?!- powiedział podirytowany Mat.
-Proszę. - wycedziłam przez zęby.
Osiedliliśmy się w małym hoteliku, a właściwie pensjonacie niedaleko za miastem. Jest tu bezpieczniej, a nie chcemy ryzykować bezpieczeństwa śmiertelników. Niech żyją sobie w swojej błogiej nie świadomości. Taniej nas wyszło wziąć pokój 4 osobowy niż dwa pokoje 2 osobowe. Więc muszę się teraz męczyć z Matem. Najgorsze jest to, że Venna i Leo go polubili. Oczywiście cenią się z moim zdaniem, bo mam najlepsze wyczucie jeśli chodzi o ludzi, ale to nie przeszkadza, że tak powiem śmiać się i płakać z nim. Pokój jest dość przestronny, ładnie urządzony z dużymi oknami. Zostałam sama, bo moi kochani kompani poszli się przejść i zobaczyć czy nie znajdziemy tu, żadnej wskazówki. Postanowiłam skorzystać z tej okazji i odświeżyć się w spokoju, bez złośliwych komentarzy typu: czemu tyle tam siedzisz? czy każdej dziewczynie tyle to zajmuje? itd. Wytarłam się ręcznikiem, ubrałam się. Tylko w spodenki, majtki i stanik. Koszulka mi jeszcze nie wyszła, a świeżej nie mogłam znaleźć. Spojrzałam w lustro. Powinnam wyglądać na wypoczętą po nocy spędzonej w tak miękkim łóżku. Szkoda tylko, że nie zmrużyłam oka, cały czas mam wrażenie, że zmierzamy nie ta gdzie trzeba. A krótki sen w autobusie, nie zrobi z nas ślicznych, świeżych kwiatuszków. Mam już trochę tego dość wczoraj zwiedziliśmy prawie całą Virginię i nie natknęliśmy się na żaden ślad. Każdy kamień, każdy zaułek i nic. "Dobra" stwierdziłam "Musisz wziąć się w garść. Powinnaś jasno myśleć, dać im przykład". Opłukałam twarz wodą, a włosy spięłam w luźny kok. Włosy wygolone od karku do granicy uszu dają dużą swobodę. W pokoju nikogo nie było, więc nie musiałam się martwić, że ktoś mnie zobaczy. Zaczęłam szukać bluzki przeszukałam wszystkie torby po kolej, szafy, przeorałam cały pokój. Może jest to dziwne, że mam ze sobą tak mało ubrań, ale mały dobytek umożliwia szybszą i skuteczniejszą obronę-ucieczkę przed potworem.
-Tego szukasz? - za mną rozległ się głos. Podskoczyłam ze strachu. Za mną w drzwiach stał Mat wymachujący moją koszulką. Zalała mnie złość miałam ochotę dobyć miecza i nim go przeszyć. Jeszcze ja się bezczelni gapił i ten jego cyniczny uśmieszek. Czułam, że jego wzrok skanuje mnie od góry do dołu. Tego już za wiele podeszłam do niego, wyrwałam mu moją bluzkę i boleśnie uderzyłam w żebra. Biedak zgiął się z bólu. Uśmiechnęłam się i wciągnęłam T-shirt przez głowę. Wrzuciłam porozrzucane rzeczy do plecaka i wyszłam na balkon. Wisiał tam mały hamak oraz stały dwa wygodne fotelo-leżaki. Rozłożyłam się w hamaku.
-Gdzie Venna i Leo? - zapytałam w końcu.
Nie usłyszałam odpowiedzi. Zapytałam jeszcze raz. Cisza, poszłam sprawdzić co się stało. Mat leżał nieruchomo na podłodze. Podbiegłam do niego.
-M-mat! - z moich ust wydała się dziwny skrzek. To, że go nie lubię nie usprawiedliwia go do niespodziewanego umierania. Uklękłam nad nim i obróciłam go na plecy. Wyglądał normalnie, nie miał, żadnego ślady po jakimkolwiek choćby najmniejszym ataku. Po moim policzku spłynęła łza. Za dużo śmierci już widziałam. Gdy tylko to zobaczyłam myślałam, że sama go zabiję. Śmiał się, cham się śmiał.
-Wystraszyłem cię?- zapytał beztrosko. Dałam mu w pysk. Nie, żeby coś ale dostał prosto z pięści w prawy policzek.
- Ty świnio! - rzuciłam i uciekłam
***
Nie było mnie do wieczora. Nie spotkałam V i Leona. Włuczyłam się bez sensu, myśląc o tym co się stało, aż zrobiło się ciemno. Chodziłam w tę i z powrotem po polnej dróżce. Patrzyłam na wolno kołyszące się zboża i kwiaty. Wiatr drażnił się z moim kokiem i przyjemnie łaskotał mnie po nogach. Uświadomiłam sobie, że nie wiem nawet kto jest rodzicem Mata tj. boskim rodzicem. Usiadłam pod drzewem i zdawało mi się, że go słyszę. Wiem, że to nie możliwe, bo na pewno za mną nie szedł. Może już mi odbija? Rozmyślałam też czemu w ogóle tu przyjechaliśmy. Całym ciałem czuje, że błądzimy po omacku. To nie jest dobry kierunek. Było około 20 kiedy zdecydowałam się wrócić do hotelu. Wróciłam tą samą ścieżką, jednak wydawała mi się ona niekończącą mordęgą. Zaczęłam się czuć bardzo ociężała jak by ktoś przygniatał mnie i ciągnął ku ziemi. Wtedy mój umysł odzyskał kontrolę, ktoś chciał nade mną zapanować. Jednak gdy się zorientowałam leżałam nadal pod drzewem całkiem sama. Biegiem ruszyłam do domu. Gdy wparowałam do pokoju wszyscy zwrócili ku mnie wzrok. Venna rzuciła mi się na szyję i pytała co się stało. Opowiedziałam im wszystko, chociaż trochę się zastanawiałam nad tym.
-Lara wszytko ok, na pewno to sobie wymyśliłaś- skwitowała V. Skoro ona mi nie wierzy może faktycznie tylko mi się wydawało. Leo ją poparł i powiedział, żebym się nie martwiła. Tylko Mat badawczo mi się przyglądał.
-Lara co zjesz? -zapytał Leo.
-Spaghetti i zieloną herbatę. - odśmiechnęłam się do niego.
-A proszę ?!- powiedział podirytowany Mat.
-Proszę. - wycedziłam przez zęby.
Osiedliliśmy się w małym hoteliku, a właściwie pensjonacie niedaleko za miastem. Jest tu bezpieczniej, a nie chcemy ryzykować bezpieczeństwa śmiertelników. Niech żyją sobie w swojej błogiej nie świadomości. Taniej nas wyszło wziąć pokój 4 osobowy niż dwa pokoje 2 osobowe. Więc muszę się teraz męczyć z Matem. Najgorsze jest to, że Venna i Leo go polubili. Oczywiście cenią się z moim zdaniem, bo mam najlepsze wyczucie jeśli chodzi o ludzi, ale to nie przeszkadza, że tak powiem śmiać się i płakać z nim. Pokój jest dość przestronny, ładnie urządzony z dużymi oknami. Zostałam sama, bo moi kochani kompani poszli się przejść i zobaczyć czy nie znajdziemy tu, żadnej wskazówki. Postanowiłam skorzystać z tej okazji i odświeżyć się w spokoju, bez złośliwych komentarzy typu: czemu tyle tam siedzisz? czy każdej dziewczynie tyle to zajmuje? itd. Wytarłam się ręcznikiem, ubrałam się. Tylko w spodenki, majtki i stanik. Koszulka mi jeszcze nie wyszła, a świeżej nie mogłam znaleźć. Spojrzałam w lustro. Powinnam wyglądać na wypoczętą po nocy spędzonej w tak miękkim łóżku. Szkoda tylko, że nie zmrużyłam oka, cały czas mam wrażenie, że zmierzamy nie ta gdzie trzeba. A krótki sen w autobusie, nie zrobi z nas ślicznych, świeżych kwiatuszków. Mam już trochę tego dość wczoraj zwiedziliśmy prawie całą Virginię i nie natknęliśmy się na żaden ślad. Każdy kamień, każdy zaułek i nic. "Dobra" stwierdziłam "Musisz wziąć się w garść. Powinnaś jasno myśleć, dać im przykład". Opłukałam twarz wodą, a włosy spięłam w luźny kok. Włosy wygolone od karku do granicy uszu dają dużą swobodę. W pokoju nikogo nie było, więc nie musiałam się martwić, że ktoś mnie zobaczy. Zaczęłam szukać bluzki przeszukałam wszystkie torby po kolej, szafy, przeorałam cały pokój. Może jest to dziwne, że mam ze sobą tak mało ubrań, ale mały dobytek umożliwia szybszą i skuteczniejszą obronę-ucieczkę przed potworem.
-Tego szukasz? - za mną rozległ się głos. Podskoczyłam ze strachu. Za mną w drzwiach stał Mat wymachujący moją koszulką. Zalała mnie złość miałam ochotę dobyć miecza i nim go przeszyć. Jeszcze ja się bezczelni gapił i ten jego cyniczny uśmieszek. Czułam, że jego wzrok skanuje mnie od góry do dołu. Tego już za wiele podeszłam do niego, wyrwałam mu moją bluzkę i boleśnie uderzyłam w żebra. Biedak zgiął się z bólu. Uśmiechnęłam się i wciągnęłam T-shirt przez głowę. Wrzuciłam porozrzucane rzeczy do plecaka i wyszłam na balkon. Wisiał tam mały hamak oraz stały dwa wygodne fotelo-leżaki. Rozłożyłam się w hamaku.
-Gdzie Venna i Leo? - zapytałam w końcu.
Nie usłyszałam odpowiedzi. Zapytałam jeszcze raz. Cisza, poszłam sprawdzić co się stało. Mat leżał nieruchomo na podłodze. Podbiegłam do niego.
-M-mat! - z moich ust wydała się dziwny skrzek. To, że go nie lubię nie usprawiedliwia go do niespodziewanego umierania. Uklękłam nad nim i obróciłam go na plecy. Wyglądał normalnie, nie miał, żadnego ślady po jakimkolwiek choćby najmniejszym ataku. Po moim policzku spłynęła łza. Za dużo śmierci już widziałam. Gdy tylko to zobaczyłam myślałam, że sama go zabiję. Śmiał się, cham się śmiał.
-Wystraszyłem cię?- zapytał beztrosko. Dałam mu w pysk. Nie, żeby coś ale dostał prosto z pięści w prawy policzek.
- Ty świnio! - rzuciłam i uciekłam
***
Nie było mnie do wieczora. Nie spotkałam V i Leona. Włuczyłam się bez sensu, myśląc o tym co się stało, aż zrobiło się ciemno. Chodziłam w tę i z powrotem po polnej dróżce. Patrzyłam na wolno kołyszące się zboża i kwiaty. Wiatr drażnił się z moim kokiem i przyjemnie łaskotał mnie po nogach. Uświadomiłam sobie, że nie wiem nawet kto jest rodzicem Mata tj. boskim rodzicem. Usiadłam pod drzewem i zdawało mi się, że go słyszę. Wiem, że to nie możliwe, bo na pewno za mną nie szedł. Może już mi odbija? Rozmyślałam też czemu w ogóle tu przyjechaliśmy. Całym ciałem czuje, że błądzimy po omacku. To nie jest dobry kierunek. Było około 20 kiedy zdecydowałam się wrócić do hotelu. Wróciłam tą samą ścieżką, jednak wydawała mi się ona niekończącą mordęgą. Zaczęłam się czuć bardzo ociężała jak by ktoś przygniatał mnie i ciągnął ku ziemi. Wtedy mój umysł odzyskał kontrolę, ktoś chciał nade mną zapanować. Jednak gdy się zorientowałam leżałam nadal pod drzewem całkiem sama. Biegiem ruszyłam do domu. Gdy wparowałam do pokoju wszyscy zwrócili ku mnie wzrok. Venna rzuciła mi się na szyję i pytała co się stało. Opowiedziałam im wszystko, chociaż trochę się zastanawiałam nad tym.
-Lara wszytko ok, na pewno to sobie wymyśliłaś- skwitowała V. Skoro ona mi nie wierzy może faktycznie tylko mi się wydawało. Leo ją poparł i powiedział, żebym się nie martwiła. Tylko Mat badawczo mi się przyglądał.
piątek, 2 maja 2014
ROZDZIAŁ 2 - Lara
-No nie wytrzymam?! - Co za imbecyl, że tez z kimś takim muszę rozmawiać! Nic się od takiego nie dowiem.
-Powinna pani się uspokoić i mnie wysłuchać.
-Serio?! -krew się we mnie zagotowała.
-Uspokój się! Masz iść ze mną do dowódcy.
-Jeszcze mi rozkazujesz?! Gdzie się podziało proszę pani?
-Dobra Lara byłem miły, ale teraz się rusz! Skoro ten chłoptaś siedzi cały czas z blondyną to ty musisz być osobą dysponowaną i porozmawiać z pretorem. Trzeba wymyślić plan!
-I kim ty jesteś, że mam cię słuchać, bo do tej pory się nie przedstawiłeś.
-Czy to ważne?
-Tak, dla mnie tak.
-Mat O'Kelly. Starczy?
-Powinna pani się uspokoić i mnie wysłuchać.
-Serio?! -krew się we mnie zagotowała.
-Uspokój się! Masz iść ze mną do dowódcy.
-Jeszcze mi rozkazujesz?! Gdzie się podziało proszę pani?
-Dobra Lara byłem miły, ale teraz się rusz! Skoro ten chłoptaś siedzi cały czas z blondyną to ty musisz być osobą dysponowaną i porozmawiać z pretorem. Trzeba wymyślić plan!
-I kim ty jesteś, że mam cię słuchać, bo do tej pory się nie przedstawiłeś.
-Czy to ważne?
-Tak, dla mnie tak.
-Mat O'Kelly. Starczy?
-No dobra. Tylko, żebyś czasem nie myślał, że tak łatwo ci poszło.
-Dobra, dobra chodź już.
-Nie popędzaj mnie!- co za cham!
***
Rozmowa z panią pretor wypadły pomyślnie. Ustaliłyśmy co i jak. Dowiedziałam się, że ich wyrocznia ma na imię Jacob i rozcina pluszaki. Trochę to okropne, ale musimy go ratować, bo jak ona to ujęła "On jest bardzo ważny w całej układance", ale nic więcej nie chciała mi powiedzieć. Mam wrażenie, że ona i pan George wiedzą znacznie więcej niż my wszyscy. Venna jeszcze leży w szpitalu po naszej ostatniej bójce w sumie to już dwa dni. Czuję, że czas nieubłaganie ucieka. Najgorsze jest to: szanowna pani pretor stwierdziła iż badziewny pan Mat musi jechać z nami. Jeszcze mi tego brakowało! Jak tu wytrzymać?! Gdyby Leo chociaż był przydatny, a tu nic on cały czas przy Vennie siedzi i myśli, że mi wcale nie jest potrzebny. Eh.
-Nie popędzaj mnie!- co za cham!
***
Rozmowa z panią pretor wypadły pomyślnie. Ustaliłyśmy co i jak. Dowiedziałam się, że ich wyrocznia ma na imię Jacob i rozcina pluszaki. Trochę to okropne, ale musimy go ratować, bo jak ona to ujęła "On jest bardzo ważny w całej układance", ale nic więcej nie chciała mi powiedzieć. Mam wrażenie, że ona i pan George wiedzą znacznie więcej niż my wszyscy. Venna jeszcze leży w szpitalu po naszej ostatniej bójce w sumie to już dwa dni. Czuję, że czas nieubłaganie ucieka. Najgorsze jest to: szanowna pani pretor stwierdziła iż badziewny pan Mat musi jechać z nami. Jeszcze mi tego brakowało! Jak tu wytrzymać?! Gdyby Leo chociaż był przydatny, a tu nic on cały czas przy Vennie siedzi i myśli, że mi wcale nie jest potrzebny. Eh.
Wypuściłam powietrze przez usta i omal nie padłam ze strachu. Za mną odezwał się głos:
-Nie boisz się tak sama siedzieć? - odwróciłam się do niego.
-O co ci znów chodzi?! Już porozmawiałam z twoją panią pretor. - spojrzał na mnie, ale się nie odezwał. Odwróciłam się znów w stronę oświetlonego obozowiska, bowiem siedziałam na nie wielki wzniesieniu po wielką płaczącą wierzbą. Jej liście miło szumiały nad moją głową, słońce zaszło już sporą chwilę temu więc mogłam ze spokojem rozkoszować się blaskiem lamp. Do obozu był spory kawałek więc myślałam, że nikt się tak daleko nie zapuści, a tu taka niespodzianka. Mat powoli usiadł obok mnie. Szturchnęłam go w bok, żeby się odsunął na odległość chociaż metra. Niestety na niego to nie podziałało i nadal tkwił 30 centymetrów od mnie. Dobra będę musiała go jakoś znieść, bo miałam zamiar trochę tu posiedzieć i to się nie zmieniło. Siedzieliśmy tak dobre 30 minut wpatrują w domki, które powoli tonęły w coraz większej ciemności. W końcu ciszę przerwał jego głos:
-Pięknie tu, ale nikt się tu nie zapuszcza oprócz mnie. To moje miejsce.
-Twoje? Czyli zabraniasz mi tu być? Co za bezczelność! Wiedz, że ja nie mam zamiaru się stąd ruszać.- uniosłam dumnie głowę.
-Nie boisz się tak sama siedzieć? - odwróciłam się do niego.
-O co ci znów chodzi?! Już porozmawiałam z twoją panią pretor. - spojrzał na mnie, ale się nie odezwał. Odwróciłam się znów w stronę oświetlonego obozowiska, bowiem siedziałam na nie wielki wzniesieniu po wielką płaczącą wierzbą. Jej liście miło szumiały nad moją głową, słońce zaszło już sporą chwilę temu więc mogłam ze spokojem rozkoszować się blaskiem lamp. Do obozu był spory kawałek więc myślałam, że nikt się tak daleko nie zapuści, a tu taka niespodzianka. Mat powoli usiadł obok mnie. Szturchnęłam go w bok, żeby się odsunął na odległość chociaż metra. Niestety na niego to nie podziałało i nadal tkwił 30 centymetrów od mnie. Dobra będę musiała go jakoś znieść, bo miałam zamiar trochę tu posiedzieć i to się nie zmieniło. Siedzieliśmy tak dobre 30 minut wpatrują w domki, które powoli tonęły w coraz większej ciemności. W końcu ciszę przerwał jego głos:
-Pięknie tu, ale nikt się tu nie zapuszcza oprócz mnie. To moje miejsce.
-Twoje? Czyli zabraniasz mi tu być? Co za bezczelność! Wiedz, że ja nie mam zamiaru się stąd ruszać.- uniosłam dumnie głowę.
-Nie o to mi chodziło. To moje miejsce czyli ty jesteś tu na przywilejach, a skoro zdecydowałem się pokazać ci coś mojego to ty powinnaś się odwzajemnić.
-Pozwoliłeś?!
-Pozwoliłeś?!
-Tak. Zauważyłem cię jak wychodziłaś z obozu, mogłem od razu cię nastraszyć i zniechęcić, ale tego nie zrobiłem.
-Nie tak łatwo mnie przestraszyć. - co on myśli, że ja jestem strachliwą panienką - A czym sobie na to zasłużyłam?
-Jeszcze nie wiem. Nie zdążyłem cię rozgryźć, a lubię wiedzieć z kim przebywam. Zwłaszcza, że wyruszamy razem by znaleźć wyrocznie.
-Jeszcze nie wiem. Nie zdążyłem cię rozgryźć, a lubię wiedzieć z kim przebywam. Zwłaszcza, że wyruszamy razem by znaleźć wyrocznie.
-Yhm... Chciałabym cie tylko poinformować, że nie łatwo mnie rozgryźć.
***
-Lara! - głos Leo wyrwał mnie z przyjemnego snu.
-Co się stało? - zapytałam nieprzytomnym głosem.
-Venna się obudziła! - czyżbym zobaczyła łzę w jego oku. Zwlekłam się z łóżka i już po 3 minutach byłam gotowa i pobiegliśmy do lecznicy.
-Vennuś, kochanie jak się czujesz? - rzuciłam się jej na szyję.
-Dobrze, już lepiej tylko mnie tak nie ściskaj, bo mnie połamiesz.
-Nic ci nie jest, powoli musimy ruszać.
***
-Lara! - głos Leo wyrwał mnie z przyjemnego snu.
-Co się stało? - zapytałam nieprzytomnym głosem.
-Venna się obudziła! - czyżbym zobaczyła łzę w jego oku. Zwlekłam się z łóżka i już po 3 minutach byłam gotowa i pobiegliśmy do lecznicy.
-Vennuś, kochanie jak się czujesz? - rzuciłam się jej na szyję.
-Dobrze, już lepiej tylko mnie tak nie ściskaj, bo mnie połamiesz.
-Nic ci nie jest, powoli musimy ruszać.
-Lara.- szturchnął i skarcił mnie Leon.
-Przepraszam, ale czas nieubłaganie ucieka, czuje, że straciliśmy za dużo czasu. Jesteśmy co najmniej dzień w plecy. Dziś wieczorem musimy ruszać.
-Dobrze, miałam problemy z kostką, ale dzięki ambrozji mogę chodzić.
-To dobrze, mam jeszcze jedną wiadomość- opowiedziałam i o rozmowie z panią pretor i Macie.
-Dobrze, miałam problemy z kostką, ale dzięki ambrozji mogę chodzić.
-To dobrze, mam jeszcze jedną wiadomość- opowiedziałam i o rozmowie z panią pretor i Macie.
-Czyli dziś wieczorem wyruszamy do Buenos Aires. - podsumował Leo.
-Dokradnie tak. - odpowiedziałam
-Dokradnie tak. - odpowiedziałam
-Czemu tam? -zapytała Venna
-Niby tam prowadzą wszystkie ślady. - starałam się zabrzmieć jak bardziej irytująca wersja dowódcy.
-Zastanawiam się jak tam dotrzemy, w tak krótki czasie. Na moje oko mamy góra 3 tygodnie, żeby wszystko się udało, może więcej nie jestem pewna. A tak poza tym musimy uważać na tego całego Mata nie ufam mu. Wydaje mi się, że on jest strasznie wpatrzony w pretor. Po co on na w ogóle?
-Niby tam prowadzą wszystkie ślady. - starałam się zabrzmieć jak bardziej irytująca wersja dowódcy.
-Zastanawiam się jak tam dotrzemy, w tak krótki czasie. Na moje oko mamy góra 3 tygodnie, żeby wszystko się udało, może więcej nie jestem pewna. A tak poza tym musimy uważać na tego całego Mata nie ufam mu. Wydaje mi się, że on jest strasznie wpatrzony w pretor. Po co on na w ogóle?
-Laruś , nie martw się damy sobie z nim rade. Poza tym pewnie nie jest taki zły - powiedziała Venna i uśmiechnęła się ironicznie. Jasne niech myśli, że mi się ten imbecyl podoba! Też mi coś! Pf! Odwróciłam się na pięcie i na odchodnym powiedziałam :
-O 16 wyruszamy. Jest 9:33 więc macie dosyć czasu.
Po śniadaniu byłam już spakowana więc po raz ostatni postanowiłam przejść się po rzymskim obozie i pożegnać się z wyjątkami, których polubiłam. Okolica jest naprawdę piękna, wszystko jak pod linijkę, idealne, na rozkaz. Podoba mi się tu wszystko jest takie poukładane, a ja tu nie pasuje i to mi się właśnie podoba. To, że tu nie pasuje. Podziwiam równiutko położone chodniki na których nie odważy się wyrosnąć żadna kępka trawy. Przechadzałam się długo, aż w końcu znalazłam coś nie idealnego. Gdy wyszłam z bardziej zaludnionej części szłam brązowym chodnikiem, aż w końcu znalazłam się na obrzeżach tam trawa zaczęła rosnąć między kostkami, płyty chodnika były popękanie tu wszystko rosło dziko. Zastanawiałam się jak rzymianie mogli pozwolić sobie na takie zaniedbanie. Wszędzie wszystko pod centymetr nawet włosy, a tu co? Tu pozwolili sobie na odrobinę wolności? Na taki mały nie porządek? Będę musiała kogoś później o to zapytać. Chyba, że nikt o tym nie wie. Spojrzałam na zegarek była już 15:30 jak długo tu siedziałam? Muszę wracać. Szybko pokonałam odległość do obozu. Trochę się zmęczyłam i raczej nie wyglądałam za korzystnie, ale ta przebieżka dodała mi energii. Wpadłam jeszcze tylko do domku po plecak i popędziłam na forum gdzie mieliśmy się spotkać. Mat już czekał, a Leo i Venna szli drogą na przeciw mnie.
-Cześć - Venna energicznie pomachała nam na powitanie.
-Hej - uśmiechnęłam się do nich. - Wszyscy gotowi możemy ruszać?
-O 16 wyruszamy. Jest 9:33 więc macie dosyć czasu.
Po śniadaniu byłam już spakowana więc po raz ostatni postanowiłam przejść się po rzymskim obozie i pożegnać się z wyjątkami, których polubiłam. Okolica jest naprawdę piękna, wszystko jak pod linijkę, idealne, na rozkaz. Podoba mi się tu wszystko jest takie poukładane, a ja tu nie pasuje i to mi się właśnie podoba. To, że tu nie pasuje. Podziwiam równiutko położone chodniki na których nie odważy się wyrosnąć żadna kępka trawy. Przechadzałam się długo, aż w końcu znalazłam coś nie idealnego. Gdy wyszłam z bardziej zaludnionej części szłam brązowym chodnikiem, aż w końcu znalazłam się na obrzeżach tam trawa zaczęła rosnąć między kostkami, płyty chodnika były popękanie tu wszystko rosło dziko. Zastanawiałam się jak rzymianie mogli pozwolić sobie na takie zaniedbanie. Wszędzie wszystko pod centymetr nawet włosy, a tu co? Tu pozwolili sobie na odrobinę wolności? Na taki mały nie porządek? Będę musiała kogoś później o to zapytać. Chyba, że nikt o tym nie wie. Spojrzałam na zegarek była już 15:30 jak długo tu siedziałam? Muszę wracać. Szybko pokonałam odległość do obozu. Trochę się zmęczyłam i raczej nie wyglądałam za korzystnie, ale ta przebieżka dodała mi energii. Wpadłam jeszcze tylko do domku po plecak i popędziłam na forum gdzie mieliśmy się spotkać. Mat już czekał, a Leo i Venna szli drogą na przeciw mnie.
-Cześć - Venna energicznie pomachała nam na powitanie.
-Hej - uśmiechnęłam się do nich. - Wszyscy gotowi możemy ruszać?
-Aj, aj -odpowiedział Mat.
-Mam bilety na autobus stąd do Virginii. Będziemy kawałek jechać przy dobrych wiatrach będziemy tam za dwa, trzy dni. - powiedział krzepiącą Leo.
Wszyscy na pożegnali w sensie takim bardziej uroczystym stylu. U p.pretor mieliśmy bardzo wysokie względy widocznie chciała już się pozbyć greckich gości. Mimo wszystko mam wrażenie, że nas polubiła.
Na autobus nie musieliśmy długo czekać. Zajęliśmy miejsca na samym końcu i ruszyliśmy do Virginii.
_________________________________________________________________________
Dla Luny Elenvood, która z niecierpliwością czekała na kolejny rozdział. :)
-Mam bilety na autobus stąd do Virginii. Będziemy kawałek jechać przy dobrych wiatrach będziemy tam za dwa, trzy dni. - powiedział krzepiącą Leo.
Wszyscy na pożegnali w sensie takim bardziej uroczystym stylu. U p.pretor mieliśmy bardzo wysokie względy widocznie chciała już się pozbyć greckich gości. Mimo wszystko mam wrażenie, że nas polubiła.
Na autobus nie musieliśmy długo czekać. Zajęliśmy miejsca na samym końcu i ruszyliśmy do Virginii.
_________________________________________________________________________
Dla Luny Elenvood, która z niecierpliwością czekała na kolejny rozdział. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)