wtorek, 17 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 4 - Venna

Wieczorem wszyscy zebraliśmy się w pokoju. Musieliśmy ustalić co robimy dalej. Na dole są wyrzeźbione znaki wszystkich rodziców tj. Zeus-piorun itd. Wykonane są z wielką precyzją musiał wykonywać je ktoś z bardzo dobrym wyczuciem w ręce. Zastanawiam się tylko co to za znak i jak my to sprawdzimy. Intryguje mnie też kelnerka, coś mi w niej nie gra. Usiedliśmy w małym kółku na podłodze obok mnie siedzi Leo, muskam jego rękę, a on natychmiast ją łapie. Potrzebuję jego wsparcia, boję się...
-Dobra- zaczynam- musimy sprawdzić o co tutaj chodzi.
-Venna ma racje, ale jak my to zrobimy- odzywa się Lara.
-Musimy ... Hmm - zamyślił się Mat, coś mi sie wydaje, że jest bardzo dobrym strategiem. Ciekawe kogo jest dzieckiem. Nadal nie rozumiem czemu Lara go tak nie lubi.- Na pewno nie może być tam wtedy tej dziwnej kelnerki.
-No co ty?! - ironicznie burknęła Lara.
Mat sprawiał wrażenie jakby się tym w ogóle nie przejął i kontynuował:
-Najlepiej dzisiaj w nocy.
-W takim razie mamy jakiś w miarę konkretny plan- podsumował Leo.

Lara pomału otworzyła drzwi, było około 2:00. Schody musiały być niedawno wymieniane, ponieważ w ogóle nie skrzypiały. Weszliśmy do jadalni, jedynym światłem było światło księżyca. Podeszłam do symbolu Apolla. Przejechałam po nim delikatnie palcami i wyczułam to delikatne, misterne rzeźbienie, było dość stare, ale często używane, te wzory były czymś w rodzaju tajnego przejścia.
-Leo mógłbyś? - zapytałam - To coś w stylu starego, tajnego przejścia trzeba tylko to otworzyć.
Leo cicho do mnie podszedł. Przyłożył ucho do ściany i chwilę się wsłuchiwał.
-Wydaje mi się, że co miesiąc lub co tydzień zmienia się znak, żeby otworzyć drzwi trzeba wdusić symbol i powiedzieć imię danego boga lub bogini.
-I już to tyle? To takie proste?- zadziwiła się Lara
-Oj nie. Mamy tylko jedna szanse, bo jeśli się pomylimy to drzwi się zatrzasną i zacznie wyć alarm.- uśmiechnął się.
-Okey. To jak my mamy się tego domyślić- odezwał się w końcu Mat.
-To zadanie dla mojej kochanej V. Skoro umiesz dobrze czytać z dzieł sztuki to musisz sprawdzić, który był ostatni używamy, a jeśli dobrze myślę to ten znak będzie tym naszym odpowiednim, albo ten zaraz po nim.
Okey, ruszyłam powoli wzdłuż ściany, przejeżdżają powoli po każdym palcami. Znak Zeusa-nic, Posejdon-nic, Hera-nic, Apollo-nic, Nemezis-nic, Hades i tu bam, wyczułam coś. Coś niepokojącego, nie wahałam się ani chwili. Wcisnęłam rzeźbienie i wypowiedziałam "Hades". Reszta zareagowała zbyt późno. Huk omal nie powalił mnie na ziemie, to było okropne jakby w jednej chwili zwaliło się całe rumowisko, w połączeniu z hukiem armatnim i krzykiem tysiąca ranionych osób. Osunęłam się na kolana i rękami zakryłam uszy. Czułam, że tracę kontrolę, poczułam coś lepkiego na ręce, to pewnie krew. Ktoś musiał się zranić. Chciałam sprawdzić co z resztą, ale nie starczyło mi sił by unieść głowę, a może bałam się? I nagle wszystko ustało. Cisza. Całkowita cisza, powoli uniosłam głowę. Lara leżała skulona, a chłopacy chwiali się na nogach. Kominka nie było, znaczy był, ale odsłonił przejście. Powoli uniosłam się. Zakręciło mi się w głowie, mimo to twardo stałam na nogach, zrobiłam kilka kroków i doszłam do kominka. Poczułam odurzającą woń, pachniało zgnilizną, trupem. Znów zakręciło mi się w głowie, tym razem z trudem ustałam, zakryłam nos dłonią. Rozejrzałam się pomieszczenie, było wielkości naszego pokoju, całe murowane, jak stara piwnica. Wszędzie było w miarę czysto i w porządku, o prócz jednej rzeczy na ziemi nieruchomo leżał chłopak.
___________________________________________
To miał być rozdział z perspektywy Mata, żebyście mogli w końcu go poznać i dowiedzieć się kim jest, ale coś nie wyszło i macie rozdzialik z perspektywy Venny. Przepraszam za spóźnienie 3 dniowe, przepraszam :) Mam nadzieję, że nie jesteście źli. ;)

sobota, 31 maja 2014

ROZDZIAŁ 3 - Leo

Między Larą, a Matem chyba coś popsuło się jeszcze bardziej. Na początku siebie nie trawili, ale teraz to jakiś koszmar. W ogóle nie możemy dojść do porozumienia, bo jedno nie chcę się zgadzać z drugim. Lara uważa, że zmierzamy w złym kierunku. Znam ją na tyle długo, żeby jej ufać, ale w tej sprawie popieram Mata- powinniśmy dalej podążać do Buenos Aires i tutaj mamy problem: ponieważ nic nowego nie znaleźliśmy, a według wskazówek powinniśmy coś tu znaleźć.

                                                                                    ***

Lara wstała około godzinę wcześniej niż wszyscy. Powiedziałam im, że chciała zjeść w spokoju. Siedzieliśmy razem w jadalni: średniej wielkości pomieszczeniu całym z drewna. Przez duże okna wpadało dość światła by spokojnie oświetlić w pełni to miejsce. Ławy były masywne i drewniane ustawione w rzędach poziomo do okien. Na lewej ścianie, mniej więcej po środku stał murowany z kamienia kominek. Na ścianach na wysokości ramion były misternie rzeźbione wzorki. Lara siedziała blisko kominka tyłem do wejścia ja siedziałem na przeciwko niej. Za barem stała bardzo pulchna kelnerka.
-Mówię ci Leo, tu musi coś być! Jestem tego pewna. - zaczęła,
-Ale tu nic nie ma.- skrzywiłem twarz w dość niewymowny grymas.- Powinniśmy ruszać do Buenos. To tu zawsze powtarzasz, żeby nie marnować czasu.
-Wiem, Leo wiem. Tylko co będzie jak ruszymy i to będzie zły kierunek? Za długa trasa, żeby się pomylić.- lekko posmutniała, ale na jej twarzy wciąż malowała się determinacja.
-Jesteś pewna?
-Tak. Tylko nie wiem gdzie szukać. Przeczesaliśmy już całą Virginę i nic.
-Wszystko. Musieliśmy coś pominąć.
-Może...- zawahała się prze chwilę.- Gdzie są granicę Virgini? Znaczy czy my jeszcze w niej jesteśmy.
-Hmm. - pomyślałem- Tak. Chyba tak.
-Jeśli tak jest to znaleźliśmy odpowiedź! - w tej samej chwili wpadłem na to samo co ona.
-To miejsce.

                                                                ***

- Wiem gdzie szukać! - wykrzyczała Lara gdy tylko przekroczyliśmy próg pokoju.
-Co? Jak? Gdzie? - zapytali razem Venna i Mat.
-Spokojnie- powiedziałem- Tutaj ciągną się jeszcze granice Vigrini. Czyli jedyne miejsce, którego jeszcze nie przekopaliśmy to to miejsce. - uśmiechnąłem się szelmowsko.
-To zacznijmy szukać.- odezwała się Mat.
-Nie! Nie możemy tak od razu, nie możemy wzbudzać podejrzeń. - strofowała go Lara. - Trzeba to zrobić powoli, bo zwali nam się na głowę kelnerka i cały personel (jeśli w ogóle jakiś jest). Każdy osobno, albo grupą, tylko tak jakoś naturalnie. Proponuję zacząć od jadalni i tych wszystkich zdobień.
-Okay.- odpowiedzieliśmy razem.

                                                         ***

Po obiedzie siedzieliśmy w jadalni i "rozmawialiśmy". Lara ukradkiem przyglądała się zdobieniom, a Venna, bo to jej specjalność miała ocenić wszystko co o nich mogła się dowiedzieć. V ma też lepszy od nas wzrok więc na obrazach lub innych dziełach sztuki umie wykryć jakieś niezależności, więc pomyśleliśmy, że ona czego poszuka. Kelnerka cały czas nas obserwowała, musimy bardziej na nią uważać. Mat poszedł zamówić jeszcze coś do picia, gdy Venna zaczęła:
-Coś mam. Trójząb. Bardo blisko kominka. Ledwo widoczny.- powiedziała niemal nie słyszalnie.
-Trójząb?- zdziwiła się Lara
-Tak.

___________________________________________________________________
Rozdziały będę dodawać co 2 tygodnie najpewniej w sobotę, czyli najbliższy około 14.06 :)
Jak myślicie co będzie dalej, co znajdą?  Mam nadzieję, że się podoba :) i że was zaskoczę ;)

piątek, 16 maja 2014

ROZDZIAŁ 3 - Lara

Virginia fajne miasto szkoda tylko, że pełne potworów. Już w samym autobusie mieliśmy problemy, a co dopiero gdy wyszliśmy na ulice. Mat jest typowym legionistom i jest on trochę uciążliwy. Nie potrafię rozgryźć tego kolesia, po co on musiał się z nami tłuc. Co do Venny, nie rozumiem czemu ona w ogóle była w szpital skoro czuję się wyśmienicie i jest w znacznie lepszej kondycji od nas. Straciliśmy w SPQR zbyt dużo czasu.
-Lara co zjesz? -zapytał Leo.
-Spaghetti i zieloną herbatę. - odśmiechnęłam się do niego.
-A proszę ?!- powiedział podirytowany Mat.
-Proszę. - wycedziłam przez zęby.

Osiedliliśmy się w małym hoteliku, a właściwie pensjonacie niedaleko za miastem. Jest tu bezpieczniej, a nie chcemy ryzykować bezpieczeństwa śmiertelników. Niech żyją sobie w swojej błogiej nie świadomości. Taniej nas wyszło wziąć pokój 4 osobowy niż dwa pokoje 2 osobowe. Więc muszę się teraz męczyć z Matem. Najgorsze jest to, że Venna i Leo go polubili. Oczywiście cenią się z moim zdaniem, bo mam najlepsze wyczucie jeśli chodzi o ludzi, ale to nie przeszkadza, że tak powiem śmiać się i płakać z nim. Pokój jest dość przestronny, ładnie urządzony z dużymi oknami. Zostałam sama, bo moi kochani kompani poszli się przejść i zobaczyć czy nie znajdziemy tu, żadnej wskazówki. Postanowiłam skorzystać z tej okazji i odświeżyć się w spokoju, bez złośliwych komentarzy typu: czemu tyle tam siedzisz? czy każdej dziewczynie tyle to zajmuje? itd. Wytarłam się ręcznikiem, ubrałam się. Tylko w spodenki, majtki i stanik. Koszulka mi jeszcze nie wyszła, a świeżej nie mogłam znaleźć. Spojrzałam w lustro. Powinnam wyglądać na wypoczętą po nocy spędzonej w tak miękkim łóżku. Szkoda tylko, że nie zmrużyłam oka, cały czas mam wrażenie, że zmierzamy nie ta gdzie trzeba. A krótki sen w autobusie, nie zrobi z nas ślicznych, świeżych kwiatuszków. Mam już trochę tego dość wczoraj zwiedziliśmy prawie całą Virginię i nie natknęliśmy się na żaden ślad. Każdy kamień, każdy zaułek i nic. "Dobra" stwierdziłam "Musisz wziąć się w garść. Powinnaś jasno myśleć, dać im przykład". Opłukałam twarz wodą, a włosy spięłam w luźny kok. Włosy wygolone od karku do granicy uszu dają dużą swobodę. W pokoju nikogo nie było, więc nie musiałam się martwić, że ktoś mnie zobaczy. Zaczęłam szukać bluzki przeszukałam wszystkie torby po kolej, szafy, przeorałam cały pokój. Może jest to dziwne, że mam ze sobą tak mało ubrań, ale mały dobytek umożliwia szybszą i skuteczniejszą obronę-ucieczkę przed potworem.
-Tego szukasz? - za mną rozległ się głos. Podskoczyłam ze strachu. Za mną w drzwiach stał Mat wymachujący moją koszulką. Zalała mnie złość miałam ochotę dobyć miecza i nim go przeszyć. Jeszcze ja się bezczelni gapił i ten jego cyniczny uśmieszek. Czułam, że jego wzrok skanuje mnie od góry do dołu. Tego już za wiele podeszłam do niego, wyrwałam mu moją bluzkę i boleśnie uderzyłam w żebra. Biedak zgiął się z bólu. Uśmiechnęłam się i wciągnęłam T-shirt przez głowę. Wrzuciłam porozrzucane rzeczy do plecaka i wyszłam na balkon. Wisiał tam mały hamak oraz stały dwa wygodne fotelo-leżaki. Rozłożyłam się w hamaku.
-Gdzie Venna i Leo? - zapytałam w końcu.
Nie usłyszałam odpowiedzi. Zapytałam jeszcze raz. Cisza, poszłam sprawdzić co się stało. Mat leżał nieruchomo na podłodze. Podbiegłam do niego.
-M-mat! - z moich ust wydała się dziwny skrzek. To, że go nie lubię nie usprawiedliwia go do niespodziewanego umierania. Uklękłam nad nim i obróciłam go na plecy. Wyglądał normalnie, nie miał, żadnego ślady po jakimkolwiek choćby najmniejszym ataku. Po moim policzku spłynęła łza. Za dużo śmierci już widziałam. Gdy tylko to zobaczyłam myślałam, że sama go zabiję. Śmiał się, cham się śmiał.
-Wystraszyłem cię?- zapytał beztrosko. Dałam mu w pysk. Nie, żeby coś ale dostał prosto z pięści w prawy policzek.
- Ty świnio! - rzuciłam i uciekłam

                                                                     ***

Nie było mnie do wieczora. Nie spotkałam V i Leona. Włuczyłam się bez sensu, myśląc o tym co się stało, aż zrobiło się ciemno. Chodziłam w tę i z powrotem po polnej dróżce. Patrzyłam na wolno kołyszące się zboża i kwiaty. Wiatr drażnił się z moim kokiem i przyjemnie łaskotał mnie po nogach. Uświadomiłam sobie, że nie wiem nawet kto jest rodzicem Mata tj. boskim rodzicem. Usiadłam pod drzewem i zdawało mi się, że go słyszę. Wiem, że to nie możliwe, bo na pewno za mną nie szedł. Może już mi odbija? Rozmyślałam też czemu w ogóle tu przyjechaliśmy. Całym ciałem czuje, że błądzimy po omacku. To nie jest dobry kierunek. Było około 20 kiedy zdecydowałam się wrócić do hotelu. Wróciłam tą samą ścieżką, jednak wydawała mi się ona niekończącą mordęgą. Zaczęłam się czuć bardzo ociężała jak by ktoś przygniatał mnie i ciągnął ku ziemi. Wtedy mój umysł odzyskał kontrolę, ktoś chciał nade mną zapanować. Jednak gdy się zorientowałam leżałam nadal pod drzewem całkiem sama. Biegiem ruszyłam do domu. Gdy wparowałam do pokoju wszyscy zwrócili ku mnie wzrok. Venna rzuciła mi się na szyję i pytała co się stało. Opowiedziałam im wszystko, chociaż trochę się zastanawiałam nad tym.
-Lara wszytko ok, na pewno to sobie wymyśliłaś- skwitowała V. Skoro ona mi nie wierzy może faktycznie tylko mi się wydawało. Leo ją poparł i powiedział, żebym się nie martwiła. Tylko Mat badawczo mi się przyglądał.

piątek, 2 maja 2014

ROZDZIAŁ 2 - Lara

-No nie wytrzymam?! - Co za imbecyl, że tez z kimś takim muszę rozmawiać! Nic się od takiego nie dowiem.
-Powinna pani się uspokoić i mnie wysłuchać.
-Serio?! -krew się we mnie zagotowała.
-Uspokój się! Masz iść ze mną do dowódcy.
-Jeszcze mi rozkazujesz?! Gdzie się podziało proszę pani?
-Dobra Lara byłem miły, ale teraz się rusz! Skoro ten chłoptaś siedzi cały czas z blondyną to ty musisz być osobą dysponowaną i porozmawiać z pretorem. Trzeba wymyślić plan!
-I kim ty jesteś, że mam cię słuchać, bo do tej pory się nie przedstawiłeś.
-Czy to ważne?
-Tak, dla mnie tak.
-Mat O'Kelly. Starczy?
-No dobra. Tylko, żebyś czasem nie myślał, że tak łatwo ci poszło.
-Dobra, dobra chodź już.
-Nie popędzaj mnie!- co za cham!

                                                                   ***

Rozmowa z panią pretor wypadły pomyślnie. Ustaliłyśmy co i jak. Dowiedziałam się, że ich wyrocznia ma na imię Jacob i rozcina pluszaki. Trochę to okropne, ale musimy go ratować, bo jak ona to ujęła "On jest bardzo ważny w całej układance", ale nic więcej nie chciała mi powiedzieć. Mam wrażenie, że ona i pan George wiedzą znacznie więcej niż my wszyscy. Venna jeszcze leży w szpitalu po naszej ostatniej bójce w sumie to już dwa dni. Czuję, że czas nieubłaganie ucieka. Najgorsze jest to: szanowna pani pretor stwierdziła iż badziewny pan Mat musi jechać z nami. Jeszcze mi tego brakowało! Jak tu wytrzymać?! Gdyby Leo chociaż był przydatny, a tu nic on cały czas przy Vennie siedzi i myśli, że mi wcale nie jest potrzebny. Eh. 
Wypuściłam powietrze przez usta i omal nie padłam ze strachu. Za mną odezwał się głos:
-Nie boisz się tak sama siedzieć? - odwróciłam się do niego.
-O co ci znów chodzi?! Już porozmawiałam z twoją panią pretor. - spojrzał na mnie, ale się nie odezwał. Odwróciłam się znów w stronę oświetlonego obozowiska, bowiem siedziałam  na nie wielki wzniesieniu po wielką płaczącą wierzbą. Jej liście miło szumiały nad moją głową, słońce zaszło już sporą chwilę temu więc mogłam ze spokojem rozkoszować się blaskiem lamp. Do obozu był spory kawałek więc myślałam, że nikt się tak daleko nie zapuści, a tu taka niespodzianka. Mat powoli usiadł obok mnie. Szturchnęłam go w bok, żeby się odsunął na odległość chociaż metra. Niestety na niego to nie podziałało i nadal tkwił 30 centymetrów od mnie. Dobra będę musiała go jakoś znieść, bo miałam zamiar trochę tu posiedzieć i to się nie zmieniło. Siedzieliśmy tak dobre 30 minut wpatrują w domki, które powoli tonęły w coraz większej ciemności. W końcu ciszę przerwał jego głos:
-Pięknie tu, ale nikt się tu nie zapuszcza oprócz mnie. To moje miejsce.
-Twoje? Czyli zabraniasz mi tu być? Co za bezczelność! Wiedz, że ja nie mam zamiaru się stąd ruszać.- uniosłam dumnie głowę.
-Nie o to mi chodziło. To moje miejsce czyli ty jesteś tu na przywilejach, a skoro zdecydowałem się pokazać ci coś mojego to ty powinnaś się odwzajemnić.
-Pozwoliłeś?!
-Tak. Zauważyłem cię jak wychodziłaś z obozu, mogłem od razu cię nastraszyć i zniechęcić, ale tego nie zrobiłem. 
-Nie tak łatwo mnie przestraszyć. - co on myśli, że ja jestem strachliwą panienką - A czym sobie na to zasłużyłam?
-Jeszcze nie wiem. Nie zdążyłem cię rozgryźć, a lubię wiedzieć z kim przebywam. Zwłaszcza, że wyruszamy razem by znaleźć wyrocznie. 
-Yhm... Chciałabym cie tylko poinformować, że nie łatwo mnie rozgryźć.

                                                                   ***

-Lara! - głos Leo wyrwał mnie z przyjemnego snu.
-Co się stało? - zapytałam nieprzytomnym głosem.
-Venna się obudziła! - czyżbym zobaczyła łzę w jego oku. Zwlekłam się z łóżka i już po 3 minutach byłam gotowa i pobiegliśmy do lecznicy.

-Vennuś, kochanie jak się czujesz? - rzuciłam się jej na szyję.
-Dobrze, już lepiej tylko mnie tak nie ściskaj, bo mnie połamiesz.
-Nic ci nie jest, powoli musimy ruszać.
-Lara.- szturchnął i skarcił mnie Leon.
-Przepraszam, ale czas nieubłaganie ucieka, czuje, że straciliśmy za dużo czasu. Jesteśmy co najmniej dzień w plecy. Dziś wieczorem musimy ruszać.
-Dobrze, miałam problemy z kostką, ale dzięki ambrozji mogę chodzić.
-To dobrze, mam jeszcze jedną wiadomość- opowiedziałam i o rozmowie z panią pretor i Macie.
-Czyli dziś wieczorem wyruszamy do Buenos Aires. - podsumował Leo.
-Dokradnie tak. - odpowiedziałam
-Czemu tam? -zapytała Venna
-Niby tam prowadzą wszystkie ślady. - starałam się zabrzmieć jak bardziej irytująca wersja dowódcy.
-Zastanawiam się jak tam dotrzemy, w tak krótki czasie. Na moje oko mamy góra 3 tygodnie, żeby wszystko się udało, może więcej nie jestem pewna. A tak poza tym musimy uważać na tego całego Mata nie ufam mu. Wydaje mi się, że on jest strasznie wpatrzony w pretor. Po co on na w ogóle?
-Laruś , nie martw się damy sobie z nim rade. Poza tym pewnie nie jest taki zły - powiedziała Venna i uśmiechnęła się ironicznie. Jasne niech myśli, że mi się ten imbecyl podoba! Też mi coś! Pf! Odwróciłam się na pięcie i na odchodnym powiedziałam :
-O 16 wyruszamy. Jest 9:33 więc macie dosyć czasu.

Po śniadaniu byłam już spakowana więc po raz ostatni postanowiłam przejść się po rzymskim obozie i pożegnać się z wyjątkami, których polubiłam. Okolica jest naprawdę piękna, wszystko jak pod linijkę, idealne, na rozkaz. Podoba mi się tu wszystko jest takie poukładane, a ja tu nie pasuje i to mi się właśnie podoba. To, że tu nie pasuje. Podziwiam równiutko położone chodniki na których nie odważy się wyrosnąć żadna kępka trawy. Przechadzałam się długo, aż w końcu znalazłam coś nie idealnego. Gdy wyszłam z bardziej zaludnionej części szłam brązowym chodnikiem, aż w końcu znalazłam się na obrzeżach tam trawa zaczęła rosnąć między kostkami, płyty chodnika były popękanie tu wszystko rosło dziko. Zastanawiałam się jak rzymianie mogli pozwolić sobie na takie zaniedbanie. Wszędzie wszystko pod centymetr nawet włosy, a tu co? Tu pozwolili sobie na odrobinę wolności? Na taki mały nie porządek? Będę musiała kogoś później o to zapytać. Chyba, że nikt o tym nie wie. Spojrzałam na zegarek była już 15:30 jak długo tu siedziałam? Muszę wracać. Szybko pokonałam odległość do obozu. Trochę się zmęczyłam i raczej nie wyglądałam za korzystnie, ale ta przebieżka dodała mi energii. Wpadłam jeszcze tylko do domku po plecak i popędziłam na forum gdzie mieliśmy się spotkać. Mat już czekał, a Leo i Venna szli drogą na przeciw mnie.
-Cześć - Venna energicznie pomachała nam na powitanie.
-Hej - uśmiechnęłam się do nich. - Wszyscy gotowi możemy ruszać?
-Aj, aj -odpowiedział Mat.
-Mam bilety na autobus stąd do Virginii. Będziemy kawałek jechać przy dobrych wiatrach będziemy tam za dwa, trzy dni. - powiedział krzepiącą Leo.
Wszyscy na pożegnali w sensie takim bardziej uroczystym stylu. U p.pretor mieliśmy bardzo wysokie względy widocznie chciała już się pozbyć greckich gości. Mimo wszystko mam wrażenie, że nas polubiła.

Na autobus nie musieliśmy długo czekać. Zajęliśmy miejsca na samym końcu i ruszyliśmy do Virginii.

_________________________________________________________________________

Dla Luny Elenvood, która z niecierpliwością czekała na kolejny rozdział. :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 2 - Leo

-Lara! Mogłabyś?! - krzyknąłem. Droga do obozu Jupitera minęła w miarę spokojnie i wszystko szło by dobrze, gdyby na ostatniej prostej nie zaatakowało nas stado harpii. Niby nie groźne, ale jak chmarą napadną to robi się nie przyjemnie. Venna ledwo dawała już sobie radę, a harpie nacierały z wszystkich stron. Zastanawia mnie czemu ona nas zaatakowały. Z reguły zawsze wszystko obserwowały, ale rzadko się zdarzyło by atakowały nawet bardzo potężnych herosów. Musiały mieć do tego potężny powód.
Lara stworzyła bańkę wodna, która chroniła Vennę, ale obie dziewczyny nie miały już sił. Venna osunęła się na kolana widziałem, że nie może złapać oddechu. Ona zaczęła się dusić. "Maka tlenowa, gdybym miał w swoim pasie maskę"- pomyślałem, chociaż i to pewnie nie wiele by dało. Musieliśmy dostać się do obozu. Złapałem Vennę w pół, Larę wziąłem pod rękę i powoli przesuwaliśmy się do przodu. Droga nie była łatwa resztką sił dotarliśmy do drzwi i z trudem udało nam się je zamknąć.
-Nie dam rady. - ze smutkiem i bólem w głosie poskarżyła się Lara.
-Dasz musimy dać. Nie wiem czy mamy gdzieś nektar, a Venna coraz ciężej oddycha.
Lara pomogła mi ją nieść i w ten sposób dostaliśmy się do centrum obozu. Venne od razu zabrali do lecznicy, a nam opatrzyli rany. Byliśmy gotowi na spotkanie z ich wyrocznią czy jak mu tam

_________________________________________________________________________________

Przepraszam, że dawno nic nie dodałam. Nie miałam weny, ten jest trochę krótki, ale mam nadzieje, że nadrobię następnym. Będzie to druga cześć 2 rozdziału opowiadana przez Lare :) Mam nadzieje, że wam się spodoba :)

wtorek, 18 lutego 2014

ROZDZIAŁ 1 cd.2 - Venna

-Lara widziałaś mój łuk?- od rana wszyscy byli w podłych nastrojach. Wiem, że Leo na pewno nie spał, Lara wyglądała jakby ją coś przejechało, ja też nie mogłam dojść do ładu. Jakimś cudem moje wszystkie rzeczy się pochowały. Pan Montgomery nas pośpieszał i jeszcze to gadanie "Od was zależą losy świata!" można zwariować. Ja źle się z tym czuje, a co dopiero Leo. Przypadła mu wielka odpowiedzialność.
-Nie chce go stracić podczas tej misji!- ups! Czy ja to powiedziałam na głos?!
-Venna, nie martw się, Będzie dobrze. Wiem, że to banalnie brzmi, ale jakoś nam się uda.
Trochę mi ulżyło. Gdzie do cholery jest ten łuk. No fajnie, zaraz wyruszamy, a ja nie mogę znaleźć mojego łuku. Jaki ja tu mam syf! Po powrocie będzie trzeba posprzątać.
-MAM!- krzyknęła triumfalnie Lara podnosząc łuk do góry.
-Dzięki! Myślałam, że będę musiała jechać bez niego.- w moim głosie było słychać wyraźną ulgę.
-Dobra teraz się ogarnijmy, bo wyglądasz nieciekawie. Spotkamy się za 15 minut przy ognisku.- powiedziała i uśmiechnęła się na pożegnanie. Gdy już wróciłam do ładu upewniłam się, że wszystko mam. Rozejrzałam się po pokoju. Moja ręka mocniej zacisnęła się na łuku, może ostatni raz tu jestem. Nie! Nie wolno mi tak myśleć. Zamknęłam drzwi i ruszyłam przed siebie.

-No dalej Panienko Smith! Ile można na panienkę czekać?- powiedziała Iria, gdy tylko pojawiłam się w jej polu widzenia.
Odechciało mi się jechać, Leo wyglądał gorzej niż przypuszczałam. Na mój widok próbował się uśmiechnąć.
-No to co ruszamy ?-powiedziałam najradośniejszym tonem na jaki mnie stać.
-Najpierw powinniście dotrzeć do SPQR oni mają dalszy kawałek przepowiedni. Ruszycie za tym tropem.
-A czym mamy dojechać do tamtego obozu?-zapytała Lara.
-Pójdziecie pieszo, a potem taksówką.
-A już myślałam... nieważne - widocznie jej się nie spodobała ta alternatywa.

Byliśmy już poza granicami obozu. Przed nami rozciągał się las, ptaki ćwierkały. Pewnie bym ich wyciągnęła na piknik, gdyby nie ta misja. Teraz wszyscy szliśmy w milczeniu. Jakie to okropne! Ja tak nie umiem; wszyscy milczą i parzą na ziemię, albo gdzieś w próżnie.
-Odezwij się ktoś bo wykituje - powiedziałam w końcu.
-Oj dobrze, że coś powiedziałaś bo bym nie wiem co, ale coś bym. - zaśmiała się Lara.
Podeszłam do Leona i go objęłam.
-Będziemy z tobą- powiedziałam stojąc via-a-vis niego. Dałam mu całusa w usta i dodałam - Uśmiechnij się proszę. Mam twoje ulubione cukierki.
Spojrzał na mnie nie pewnie. Minęło dobre 10 minut odkąd tak staliśmy, niech on coś powie. Zamiast tego on stał i mi się przyglądał. Miałam wrażenie, że skanuje każdy kawałek mojej twarzy.
-Wiesz co zaskakujesz mnie.-powiedział w końcu.
-Ja?! Ale czym?- odpowiedziałam zaskoczona.
-No, bo wiem, że ty nie lubisz potworów, dobra nikt ich nie lubi, no, ale mogłaś zostać. Powinienem iść sam, a nie was narażać. Wracajcie. Proszę. -w jego głosie było słychać smutek.
-NIE! Nie ma mowy Leo nie odejdę ani na krok. Będziemy Ci towarzyszyć. Ja na pewno!
-Daj spokój nie będę Cię narażał. Nie -tu głos mu się złamał- Nie chce cię stracić.- ostatnie słowa powiedział ledwo słyszalnym szeptem.
-Nie stracisz.

środa, 12 lutego 2014

LIEBSTER BLOG AWARDS!

Chciałaby was poinformować, że zostałam nominowana do Liebster Blog Awards przez http://revange-of-the-dead.blogspot.com/ . Powiem krótko nie spodziewałam się i bardzo dziękuje :) Dodatkowa motywacja to pisania. 

Nominacja do Liebster Awards jest przyznawana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana blogom o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość rozpowszechnienia bloga :) Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz do 11 blogów (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.

PYTANIA, KTÓRE DOSTAŁAM:
1. W jaki języku chciałabyś mówić? Dlaczego?
Po włosku lub angielsku.Włoski ponieważ ten język wydaje mi się bardzo zabawny :) i pełen emocji, a angielski dlatego, że większość osób, które chciałabym poznać mówi po angielsku oraz zawsze chciałam pojechać do Stanów; takie tam moje marzenie.
2.Jakbyś miała na imię gdybyś była przeciwnej płci?
O tu mam parę faworytów, ale najbardziej podoba mi się Tomek i Leo <3
3.Wolałabyś mieszkać w mieście czy na wsi?
Jestem mieszczuchem XD na wieś fajnie się jeździ na wakacje, żeby wypocząć, ale na co dzień wole miasto.
4.Czy zasypiasz przy świetle?
Zależy od mojego nastroju..
5.Czy zjadasz codziennie rano śniadanie?
Nie zawsze, ale jest to paskudny nawyk nie jeść nic rano i chcę to zmienić.
6.Wolisz "Titanic" czy "Pamiętnik"?
"Titanic", bo "Pamiętnika" nie miała okazji obejrzeć.
7.Jaki był twój ulubiony serial gdy byłaś dzieckiem?
"Dom dla zmyślonych przyjaciół Pani Foster" :3
8.Czy ktoś z twojej rodziny jest w wojsku?
Nie.
9.Czy umiesz gwizdać?
Nie :c
10.Jaka była najgorsza ocena jaką dostałaś na teście?
Hahah... oczywiście 1
11.Ile miałaś lat gdy dowiedziałaś się, że Święty Mikołaj nie istnieje?
Nie wiem. Już tego nie pamiętam, ale nie był to dla mnie szczególny szok.

PYTANIA DLA WAS:
1.Ulubiona książka? Dlaczego?
2.Gdybyś mógł/a jedną postać z książki zrobić realną kto by to był ?
3.Ulubiony owoc?
4.Ulubiony kolor oczu?
5.Co robisz w te walentynki?
6.Koty czy psy?
7.Ulubiona bajka Disneya?
8.Ulubiony cytat/sentencja? Dlaczego?
9.Czy masz zamiar napisać książkę, albo chociaż poruszyć coś w tym kierunku?
10.Ulubione imię?
11.Ulubiona postać z książki/filmu? Dlaczego?

NOMINOWANE BLOG:
1. http://strazniczkaczasu.blogspot.com/
2. http://ponad-smierc.blogspot.com/
3. http://annabeth-diary.blogspot.com/
4. http://herosi-opowiadanie.blogspot.com/
5. http://domek-hadesa.blogspot.com/

niedziela, 9 lutego 2014

ROZDZIAŁ 1 cd. - Venna

Na wieczornym ognisku wszyscy byli w dobrych nastrojach zresztą po takim dniu to się nie dziwię. Miałam okazję poznać brata Lary. Całkiem niezłe ciacho. W ramach jego odwiedzin dyrektor obozu George Montgomery zarządził dzień wolny od zajęć, oczywiści kto chciał mógł poćwiczyć. Tylko komu by się chciało... Wszyscy chcieli spotkać się z Percym. Niektórzy już go znali, inni chcieli poznać. Biedny chłopak nie miał ani chwili spokoju. Przy ognisku zajął miejsce obok nas. Pan George zaczął przemawiać. Nie mówił nic ciekawego dlatego połowa obozowiczów przestała go słuchać.
-Mamy poważny problem i potrzebujemy waszej pomocy.
Powiedział to tak jak by mówił tylko do naszej czwórki. Miałam nadzieje, że to nie będzie żadna misja. Do tej pory z potworami walczyłam tylko w drodze do obozu i na razie miałam dość. No, niestety pomyliłam się. Montgomery mówił do nas. Konkretniej do mnie, Lary i Leona. No fajne ciekawe jaka to będzie misja. Po ognisku Pan George wszystko nam wytłumaczył:
-Moi drodzy mamy poważny problem.- uciął jakby chciał zbudować napięcie - Otóż została porwana nasza wyrocznia.
Odkąd tu przybyłam ani razu nie widziałam jakiejś wyroczni. Słyszałam coś o niej. Dyrektor kontynuował:
-Katherine była naszą wyrocznią od niedawna. Niemniej jest ona bardzo ważna. Zawsze przed misją herosi udają się do niej by usłyszeć przepowiednie. Podobnie stało się w rzymskim obozie. Ich wyrocznia też została uprowadzona.
-I własnie my mamy ich odnaleźć, tak?
-Tak właśnie wy.
-Dlaczego my? - zapytała Lara.
-Ponieważ zanim porwali Katherine wypowiedziała cześć przepowiedni;
 "Syn Hefajstosa ma zadanie
Przed wyborem wielkim stanie"

Tyle nam powiedziała. Chodziło jej o ciebie Leo. Masz do wyboru dwie osoby towarzyszące, a skoro wy się prawie cały czas trzymacie razem pomyślałem, że będziecie chciały wyruszyć razem z nim. -podsumował George.
Wszyscy wydali się być zaskoczeni, ale najbardziej dotknęło to Lea. To była jego misja. On był za nią odpowiedzialny. Nie miał wyboru musiał wyruszyć.
-Nie martw się Leoś będziemy z tobą. -powiedziałam to na tyle przekonująco, że lekko się uśmiechnął.

czwartek, 6 lutego 2014

ROZDZIAŁ 1 - Venna

Obudziło mnie szturchnięcie. Zapewne była to Lara bo kto inny tłukł by się do mnie o 6:00. Ona ma taki dziwny zwyczaj wstawania mega wcześnie rano. Więc skoro ona tak wstaje to też przychodzi budzić mnie. Mieszkam w domku Apollina. Mam dla siebie cały strych z dwoma wejściami jednym od reszty domu, a drugim bezpośrednio od dworu. Wszędzie są pozostawiane farby, pędzle i szczątki obrazów. Gdzieś w kącie leży mój łuk; prezent od taty. Jedyne miejsce gdzie panuje porządek to moja szafa. Tam zawsze jest porządek.
-No wstawaj śpiochu!
-Lara daj spokój! Nie męcz mnie.
-Nie dam się przekabacić wstawaj. Proooszę. No!
-Niech ci będzie. Możesz mi przypomnieć czemu ja to dla ciebie robię? -mówiłam wlokąc się do łazienki.
-Bo mnie bardzo lubisz i zrobisz dla mnie wszystko.

O  tej porze obóz jeszcze śpi. Tylko nie liczni już coś robią lub snuja się zaspani bez celu. Mijam powoli wszystkie domki. W domku Afrodyty już trawa upiększanie. Zapach perfum aż kuje w nos. 
-Jak oni tak mogą codziennie? - Lara naprawdę nie lubi dzieci Afrodyty czuję do niech odrazę. 
-Oni jakoś nie narzekają na to, że ty wstajesz tak wcześnie.
-Pff. Jak możesz! - Lara udała obrażoną. Lubie te jej fochy, bo mogę się z niej wtedy trochę ponabijać.
Zbliżałyśmy się już do domku Hefajstosa to jeden z moich ulubionych domków. Mieszka tam bardzo fajna ekipa i robią pyszne naleśniki. Mieszka tam też Leo. Poznaliśmy się w zeszłe wakacje kiedy tu przyjechałam. Fajnie nam się gadało i tak jakoś wyszło, że jesteśmy razem. Lubie jak mi opowiada historie ze swoich przygód, a ja wtedy staram się je wszystkie namalować. Wtedy czuję się jakbym tam z nim była. I jakoś nie przeszkadza mi to, że może kontrolować ogień, wręcz przeciwnie jest to bardzo interesujące. Ostatni jak byliśmy na spacerze to przez przypadek podpalił drzewo i gdyby nie Lara źle by się to skończyło. Mimo wszystko i tak to lubię. Weszłyśmy ich odwiedzić. Jak zwykle panował tu półmrok i wszędzie leżały jakieś niedokończone projekty. Leo w poprzek zwisał z łóżka i chrapał.
-Cześć. 
Leo nagle się obudził i niefortunnie spadł z łóżka.
-Jej przepraszam Cię. Nic Ci nie jest?
-Hej, Venna! Nie nic mi nie jest, chyba a nawet jeśli to przecież umiałabyś mnie wyleczyć. - w tym momencie uśmiechnął się tak, że prawie zwaliło mnie z nóg.
-Taak...Chyy-ybaa. Tak. - wyjąkałam. 
-Dobra zakochańcy chodźcie, bo się spóźnimy na śniadanie- powiedziała przekornie Lara.