Jesteśmy jakoś w połowie drogi, a ja już mam dość. Po drodze choć nadłożyliśmy w ten sposób trasy wstąpiliśmy do obozu. Spędziliśmy tam dzień. Jeden cały dzień, Wiem, że to nam wszystkim pomogło, ale rozczarowanie, gdy dowiedzieli się, że Jacob nie żyje, bo mieliśmy zły kierunek.
Dość użalania się nad sytuacją, muszę wykorzystać to co mamy.
Słychać przyjemny szelest pod butami połączony z szumem wiatru. Jedyną rzeczą, która to niszczy jest cisza. Niezręczna, irytująca cisza. Odkąd Mat się "odkrył" (choć i tak myślę, że wszystkiego nam nie powiedział) tak właśnie jest. Niezręcznie cicho. Ciągle mam w głowie jego słowa o tym jak zmieniła mnie śmierć. Dlaczego? Mam mocne przeczucie, że on nie jest tylko zeusowy. Może błogosławieństwo Eola czy tam jak się nazywa jego rzymski odpowiednik.
-Ludzie mówcie! Błagam, czuję, że już mi rozum odejmuje. - swoim głosem spłoszyłam kilka ptaków. Ups.
-Dobrze, Laro co chciałabyś wiedzieć? - oczywiście Mat. To, że ostatnio normalnie rozmawialiśmy i postanowiłam go na razie nie zabijać nie znaczy, że się przyjaźnimy, albo mam być dla niego miła. Niedorzeczność!
-V na pewno dobrze idziemy? - szkoda mi ich. Leo od ostatniej wizyty w obozie jeszcze bardziej spochmurniał.
-Mój kompas nigdy się nie myli!- odpowiedział Leoś z szelmowskim uśmiechem.
-A co z tym co ostatnio wybuchł?- śmieje się.
-Ten jest ulepszony! - robi zamaszysty ruch rękoma. - Zobacz. - podchodzi i pokazuje mi go.
Tutaj pada co najmniej 15 minutowy wykład o superowości kompasu. Uśmiecham się, bo w końcu coś go poruszyło. Podczas tej pasjonującej opowieści wyjął mały śrubokręt i zaczął wcielać w życie drobne poprawki, Kątem oka zauważyłam, że Mat się nam przygląda.
-Don't worry... La-la la la. - mruczy pod nosem Venna.
Zaczynam jej wtórować i wkrótce wszyscy śpiewamy, śmiejemy się i jest jak dawniej.
***
Straciłam przytomność. Nie wiem na jak długo, gdy się obudziłam byliśmy już w małym pokoju; prawdopodobnie naszym miejscu noclegowym. Otaczały mnie 4 ściany, pomieszczenie było przestronne. Czemu stało puste? Nie było okien, ale i tak było ciepło.
-Co się stało? - mój głos charczał. Nawet nie pamiętam co się stało. Oczywiście mój szept przyciągnął uwagę wszystkich. Posypały się pytania typu; dobrze się czujesz? Ale nikt nie raczył mi odpowiedzieć. Takie zachowanie doprowadza mnie do szału nie lubię być nie poinformowana.
-Co jest!- odchrząknęłam- Zadałam wam konkretne pytanie.
Zamarli i odwrócili wzrok. Nikt nie chciał mówić, to zaczęło mnie martwić.
-Otóż...- zaczął, ale nie skończył Mat.
-No dalej!
Spróbowałam usiąść, ale zakręciło mi się w głowie.
-Tylko obiecaj, że nie zaczniesz się bać. - znów podjął próbę legionista.
-Niczego się nie boję. Może mi ktoś inny to wytłumaczyć, on niego już się chyba nasłuchałam wyjaśnień.
-Daj spokój.- Leo. Najbardziej irytująca cecha? Hm. może to, że się przyjaźnimy i umie mnie uciszyć?
-Robisz się zgryźliwa. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. - dokończyła V.
-Przepraszam. Możecie?
-Zdarzył się wypadek.
-To już wiem. - Leo spojrzał na mnie znacząco.
-Dasz skończyć? Mat nie panuje nad zdolnościami, bynajmniej nie nad wszystkimi i śwignął tobą o drzewo.- słowa wypowiedział z prędkością karabinu.
-Mat jest niedorajdą nie panującą nad mocami i przez to o mało co nie zginęłam? Dobrze zrozumiałam? Yhm. Okey.
-Okay? - mina zaskoczonego Mata była bezcenna.
-Okay, ale dalej nie idziesz.
-CO?- wszyscy naraz rzucili się na mnie.
-Może to okrutne wiem, że dacie sobie radę sami o siebie zadbać, ale ja nie pozwolę, żeby to się znowu wydarzyło. Na Alaskę i tak ma wejść tylko trójka.
_____________________________________________________________
LEO.
To co usłyszałem o mało nie zwaliło mnie z nóg. Wiem, że Lara może być wkurzona. Rozumiem, ale to nie ona widziała jak jej ciało uderza o drzewo, nie czuła tego co my. Nawet Mat był przerażony nie chciał tego zrobić. Wydaje mi się, że jest dużo potężniejszy niż mu się wydaje.
-Lara.- zacząłem - To powinna być wspólna decyzja.
Nie na jej barkach od wizyty w obozie ta decyzja ciąży. Otóż, gdy tam zawitaliśmy Montgomery dał mi coś. Małą, złota fiolkę. Jedyne co powiedział to, ze będę wiedział kiedy jej użyć. Nie ma bardziej bezużytecznej informacji. Nawet nie wiem co jest w środku. Myślałem, że chodziło o Larę; że to miało ją uratować. Jednak coś mnie powstrzymało przed podaniem jej tego.
-Ale Leo. - widać było, że jej silna maska powoli zaczyna kruszeć. Nie mogę pozwolić jej się rozsypać, widziałem, że Venna też zamierza coś zrobić. Usiadła obok niej, objęła ją ramieniem;
-L. posłuchaj, pójdziemy dalej w kierunku Alaski, wszyscy. Razem. Tam pomyślimy.
Zrezygnowała, odpuściła, wiedziała, że nie ma sensu się kłócić. To by tylko pogorszyło sytuacje.
-Dobrze. Zostawcie mnie samą. Pogadamy rano.
***
Poczekałem, aż wszyscy zasną, żeby z nią spokojnie porozmawiać. Usiadłem na skraju jej śpiwora.
-Laro.
-Leo. Wiem, że chcecie dobrze, może Mat nie jest zły, ale nie wiem. Nie czuję go, chciałam dla was. Starałam się, ale ... Ale nie potrafię.
-Rozumiem. Nie oczekuję tego od ciebie. Tylko nie wiem czy to dobry pomysł zostawiać go tutaj. To nie za dobre podejście, ale on może się jeszcze przydać.
-Najgorsze jest to, że niestety muszę tu ci przyznać rację.
Uśmiechnąłem się do niej i oboje zaczęliśmy się śmiać. Powiedzieć jej o butelce?
-Znajdziemy rozwiązanie. Ja wiem Leo.
-Skąd? - zapytałem zaskoczony.
-Jeśli Montgomery daje ci coś w tajemnicy to lepiej nie w miejscu, którędy wracam do domku. -zaczęła się śmiać. - Przepraszam, nie widziałam jak ci to powiedzieć.
-Jak myślisz co to jest?
-Wymazywacz pamięci. - odparła z lekkością. - Nie patrz tak na mnie trochę popytałam. Tato się czasem przydaje. Oh. No chodzi o tom, że kto go wypije nie jest już herosem. Coś jak mocniejsza mgła w butelce. Działa też na bliskich. Traci to co miał, a zastępują to sztuczne wspomnienia. Nie działa to tylko na herosów, którzy daną osobę znali, ale tego nie zażyli. Czyli jeśli np. Mat by to wypił traci moc Zeusa, wraca do domu, a to, że tu był pamięta jako wycieczkę klasową. Tylko my będziemy go pamiętać i jego obóz. Chociaż może nawet oni zapomną.
-Trochę to okrutne. Po co Montgomery mi to dał?
-Zależy czy ktoś chce pamiętać.
__________________________
Przepraszam za drobne opóźnienie. Nie miałam weny, ale liczę, że zostaliście i jesteście ciekawi dalszych losów :)
Wiem, że część ze strony Lary nie jest idealna i trochę chaotyczna, ale postaram się to wynagrodzić.
Pozdrawiam, przepraszam, dziękuje Ever.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz